piątek, 30 stycznia 2026

Tylko kozy brak


W Tykocinie żył bardzo biedny Żyd o imieniu Icek. Wraz z żoną Salcią, czwórką dzieci i teściową, gnieździł się w maleńkiej izdebce. Ciasnota była nie do wytrzymania i w końcu Icek postanowił udać się po radę do rabina.
– Rebe, ja nie mogę już tak żyć, ty mi powiedz, co ja mam zrobić?
– Icek, ty idź na targ i kup sobie kozę!
– Ale Rebe, ja już teraz nie mogę wytrzymać tej ciasnoty. Jak ja będę żył, jeśli dojdzie jeszcze koza?
– Ty słuchaj dobrej rady mądrego rabina. Ty idź na targ i kup sobie kozę.
Icek poszedł na targ i kupił kozę. Po wprowadzeniu kozy do maleńkiej izdebki, zrobiło się jeszcze gorzej. Nie dość, że ciasnota doskwiera jeszcze bardziej, to koza cuchnie, wyżera każde jedzenie i załatwia się gdzie popadnie. Icek przetrzymał tydzień, po czym pobiegł do rabina po radę.
– Rebe, to już nie jest życie, to jedno wielkie pasmo cierpienia. Coś ty mi kazał zrobić! Ja już tego dłużej nie wytrzymam.
– Icek, ty idź na targ i sprzedaj kozę. Odczekaj kilka dni i przyjdź mi zdać relację.
Icek zrobił jak radził rabin, po czym ponownie udał się do niego.
– Icek! Sprzedałeś kozę? Jak ci się żyje?
– Sprzedałem Rebe i dzięki ci za twoją mądrą radę. Teraz to ja wiem, że żyję!

Z domu rodzinnego wyniosłam pewną lekcję - rzeczy pozbywaj się tylko w ostateczności. Zasada ta dotyczy głównie ubrań, które przecież na pewno jeszcze się kiedyś przydadzą. Wszak moda lubi zataczać koła. Toteż prócz ciuchów aktualnie używanych, w tapczanie przechowywane są odzienia na później. Dawniej w mieszkaniach było więcej mebli. Dziś zapanowała moda na tzw. wolne kąty. W salonie poza plazmą na ścianie, stołem, czymś do siedzenia, względnie samotną komódką - sprzętów nie uświadczysz. Na ogół jedna szafa z garderobą w zupełności wystarczy. Serio? Jedna szafa na moje łachy? Wróć! Na łachy wszystkich domowników ...o zgrozo! To kompletnie nie w moim stylu. Tyle w temacie konfekcji.

Wskazane jest ponadto zgromadzenie wyposażenia w postaci wszelkiego autoramentu pudełek, puzderek, pojemniczków. W jakim celu? Zabierając w podróż wszystkie pożądane kosmetyki przelewamy je do małych buteleczek, zyskując tym samym miejsce w kosmetyczce. Wersje mini-produktów można co prawda dostać dziś w każdej drogerii, osobiście jednak uważam to za wielkie cenowe "oszukaństwo"!

Akcesoria warte przechowywania, to także pudełka po lodach. Zawsze jest w czym zamrozić zupę lub inne danie. Do tego celu znakomicie nadadzą się również kupne pojemniki. Niemniej są sytuacje, w których wyższość okazują się mieć te wtórne. Wyobraźmy sobie, że mamy gości, którym bardzo zasmakowało nasze ciasto. I już mamy pojemniczek na wynos! Taki jednorazowy, co by później rok nie czekać na zwrot tego od kompletu.

Problem zaczyna się, gdy przestajemy kontrolować nasze zapasy i nie potrafimy nic wyrzucić. Gdy wydaje się nam, że absolutnie wszystko bez wyjątku trzeba skitrać. Wszak po to ktoś mądry wymyślił recykling. Co jakiś czas robię więc czystki w swoich zbiorach, co by nadmiernie nie zarosnąć. Czasem udaje mi się nawet pozbyć czegoś z przyodziewku! Znam jednak takich, dla których rozłąka z każdym zbędnym drobiazgiem zdaje się katorgą nie do przejścia. Ja natomiast po takim odgraceniu czuję się bohaterką Związku Radzieckiego i Chin Ludowych i zupełnie inaczej patrzę na swoje ciasne mieszkanko! Obawiam się tylko, że zyskana przestronność jest wyłącznie pozorna. Zupełnie jak w tym żydowskim kawale...

Z dedykacją dla mojej Mamy








czwartek, 29 stycznia 2026

Wspomnienia z Kubusiem Puchatkiem w tle

Jesteśmy z Nastką na etapie czytania Kubusia Puchatka. W tym momencie przypomina mi się jak mój Tata czytał mi i mojemu Rodzeństwu opowieści o tymże wiecznie głodnym Misiu. To wspomnienie ogrzewa mnie od środka. Tata zajmował mocno już wysiedziany fotel z prosto wyciągniętymi nogami, my zaś urządzaliśmy sobie z nich ślizgawkę. Jest to o tyle zabawne, że Tata był niskiego wzrostu, ale z perspektywy Dziecka wszystko może wydawać się wielkie. 

Taty już nie ma, ale wspomnienia wciąż żyją. I to jest piękne - że mogę do nich sięgać i wyciągać niczym zasuszony w książce kwiat. 

I mam takie dwie refleksje:
Kubuś Puchatek, to obok Muminków najmądrzejsza książka. Poza tym wydaje mi się, że w każdej z postaci rozpoznaję jakieś spektrum autyzmu. Nota bene Nastka, chyba najbardziej pogodne Dziecko na świecie, upodobała sobie depresyjnego Kłapouchego. Druga sprawa: chciałabym mieszkać w Stumilowym lesie, z Kubusiem Puchatkiem i jego Przyjaciółmi. Jeśli ktoś zadałby mi pytanie jak wyobrażam sobie niebo, to właśnie tak - jako Stumilowy las z jego Mieszkańcami!

Postanowiłam zapytać bliskiego mi Księdza, jak sądzi, czy jest szansa, że w niebie będzie jak w Stumilowym lesie - że przytulę się do misia i poskaczę z tygrysem? Bynajmniej, nie chcę tylko "wielbić Boga". To strasznie nudne. Wiem, że piszę jak dziecko, że moje wyobrażenia są dziecięce, nie nazwałabym ich jednak dziecinnymi. Zresztą, mieliśmy być jak niewinne dzieci, a te chcą się tulić do misia i skakać z tygrysem...

Ps. - A ty jak się masz? - spytał Puchatek.
- Nie bardzo się mam - odpowiedział Kłapouchy. - Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał.
Alan Alexander Milne, Kubuś Puchatek