sobota, 13 czerwca 2026

Potyczki Anorektyczki

Wyglądam jak połowa jej synowej. Tymi słowami rzuciła wczoraj lekko, jakby podawała prognozę pogody. Nie chciała uderzyć. Chciała tylko namalować słowami tamtą drugą, jej filigranowość i drobne kości. Doba minęła, a w uszach wciąż dzwoni… Echo uderza w stare, niewidoczne rany. Nie wie, co przeszłam jako nastolatka. Nie zna mroku anoreksji, kompulsywnego objadania się, a potem tej fasadowej, bolesnej doskonałości: ortoreksji i bigoreksji. Moje ciało stało się wtedy polem bitwy… Dziś funkcjonuję normalnie – tak mówię światu – ale skrzywiony obraz siebie pozostał na zawsze. Jakby rysa na szkle.

Ostatnio nieznacznie przytyłam. Nieznacznie dla kogoś z boku. Dla mnie każdy kilogram jest znaczny. Waży więcej niż tonę. I właśnie w takim momencie słyszę, że ktoś wygląda jak połowa mnie, co tylko potęguje walkę z obrzydzeniem do siebie. Ona nie wie, ile mnie to kosztuje, ile sobie odmawiam i jak trenuję w warunkach, w których każdy inny uniósłby ręce w geście kapitulacji. Dziś, gdy ćwiczyłam, mój autystyczny syn dla zabawy mnie podrapał. Jutro koncert z orkiestrą. Spodnie już nie leżą jak trzeba, a dekolt z czerwoną pręgą trzeba skryć przed okiem sędziego.

Ale wyjdę tam. Będę wyglądać pięknie. Jak zawsze. Nałożę na twarz najjaśniejszy uśmiech, wezmę głęboki oddech i zacznę błyszczeć. Bo show must go on. Kurtyna w górę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz