poniedziałek, 29 czerwca 2026

Między różami

Sorbet truskawkowy, smak lekki i różowy,
kawa zbożowa — jak dawna, domowa...
W powietrzu róże i zapowiedź zmiany pogody,
wieczór przynosi oddech, zabiera niewygody.

Dusza się śmieje, a nad dachami
cichy wiatr płynie między domami.
Dziecięca radość — u Nastki i u mnie,
lato na chwilę zatrzymało się dumnie...

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Litania Do Przemijania

O cellulicie, co pokrywasz nogi skrycie.
O pajączki, co niosą bolączki.
O wrośnięte włoski, depilacji troski.
O haluksy, stóp pokrętne look'sy.
O siniaki, codzienności znaki.
O boczki, talii otoczki.
O lwie zmarszczki, życia kronikarki.
O cienie na oku, po kolejnym nieprzespanym roku. 
O siwiejące włosy, lat przeżytych głosy.

Lustro prawdę tę wyjawia, 
Że czas wszystko bierze, niczego nie zostawia.



piątek, 19 czerwca 2026

Pół Żartem Pół Serio

Wyszłam wczoraj na chwilę do samochodu w domowych krótkich szorcikach i zobaczyłam swoje nogi w windowym lustrze. Zainspirowana widokiem poczyniłam następującą fraszkę:


PÓŁ ŻARTEM PÓŁ SERIO

Do błędu przyznam się bez trwogi,
lecz zmarszczce stawiam wciąż wymogi.
Kolagen cichcem się wyprowadza,
a czas kolejne kreski zdradza.

Błędy można nazwać, zrozumieć, a czasem naprawić...
Walkę z czasem lepiej zostawić.
Żadne kremy, diety, ni wyrzeczenia tego nie zatrzymają,
Nawet ci najwytrwalsi w końcu przegrywają.

Czas zostawia na ciele mapę przebytych lat.
Tak już skonstruowany jest ten świat.
Życie nie pyta czy jestem gotowa.
Na to, by nie być wiecznie młoda.

Droga do doskonałości już za mną.
Teraz czas na drogę do zgody...
Skoro nie cofnę ni trochę metryczki,
Nie będę z czasem toczyć już potyczki.


sobota, 13 czerwca 2026

Potyczki Anorektyczki

Wyglądam jak połowa jej synowej. Tymi słowami rzuciła wczoraj lekko, jakby podawała prognozę pogody. Nie chciała uderzyć. Chciała tylko namalować słowami tamtą drugą, jej filigranowość i drobne kości. Doba minęła, a w uszach wciąż dzwoni… Echo uderza w stare, niewidoczne rany. Nie wie, co przeszłam jako nastolatka. Nie zna mroku anoreksji, kompulsywnego objadania się, a potem tej fasadowej, bolesnej doskonałości: ortoreksji i bigoreksji. Moje ciało stało się wtedy polem bitwy… Dziś funkcjonuję normalnie – tak mówię światu – ale skrzywiony obraz siebie pozostał na zawsze. Jakby rysa na szkle.

Ostatnio nieznacznie przytyłam. Nieznacznie dla kogoś z boku. Dla mnie każdy kilogram jest znaczny. Waży więcej niż tonę. I właśnie w takim momencie słyszę, że ktoś wygląda jak połowa mnie, co tylko potęguje walkę z obrzydzeniem do siebie. Ona nie wie, ile mnie to kosztuje, ile sobie odmawiam i jak trenuję w warunkach, w których każdy inny uniósłby ręce w geście kapitulacji. Dziś, gdy ćwiczyłam, mój autystyczny syn dla zabawy mnie podrapał. Jutro koncert z orkiestrą. Spodnie już nie leżą jak trzeba, a dekolt z czerwoną pręgą trzeba skryć przed okiem sędziego.

Ale wyjdę tam. Będę wyglądać pięknie. Jak zawsze. Nałożę na twarz najjaśniejszy uśmiech, wezmę głęboki oddech i zacznę błyszczeć. Bo show must go on. Kurtyna w górę.



piątek, 12 czerwca 2026

W moim wnętrzu

W moim wnętrzu smutek i pustka,
Spacer – szczęście... podła oszustka...
W powietrzu pachnie akacjami,
Gdy Nastka tańczy z fontannami.
I znów powzięłam tę nadzieję,
Że może jednak...
BEZTROSKO się zaśmieję.







poniedziałek, 8 czerwca 2026

Osiedlowe reminiscencje

Średnio raz w roku odwiedzam swoje dziecięce osiedle, gdyż chodzę tutaj do stomatologa. Pamiętam, że jako mała dziewczynka, czułam się przytłoczona strzelistymi górami, wysokimi blokami, szeroko zabudowanymi połaciami i monstrualnymi wręcz schodami. Wspomniane schody były dosłownie wszędzie, a żeby dostać się do mojego wieżowca, trzeba ich było pokonać ponad 120. Nic się specjalnie na osiedlu nie zmieniło, nawet niektóre stopnie schodów wciąż są wyszczerbione, a jednak dziś kompleksy budynków wydają mi się jakoś bliżej siebie. Sklep spożywczy - "osiedlowa mekka", jak to sobie żartujemy z Mamą - jakiś taki zwyklejszy, przychodnia jakby skurczona, a wybudowana krótko po skończeniu przeze mnie podstawówki nowa szkoła, już nie tak przestronnie imponująca. Wszystko, dosłownie wszystko jakieś takie "mikro". Jedyne, co urosło - i to zdecydowanie - to ceny u stomatologa!!!

Zdjęcie przedstawia widok z mojego rodzinnego domu sprzed lat 😍


czwartek, 4 czerwca 2026

Nastusiowe Boże Ciało

Ostatnio nie jest mi po drodze do kościoła. Zgubiłam też sensu zrywania kwiatów i robienia z nich "dywaniku", po którym kroczy procesja. Aż dziwne, że mówi to teolog. Cóż... Absolut sam wybrał mi życie z nosem przy ziemi w miejsce upragnionego doktoratu z filozofii. Wracając jednak do kwiatków... Pamiętam z jaką ekscytacją wiązało się sypanie ów, gdy byłam dziewczynką. Nie planowałam jednak nic dla Nastki. Jedyne, o czym myślałam, to co na obiad i jak przetrwam te wolne od żłobka i szkoły dni. O poranku wyruszyliśmy na spacer. Ruch, to u nas podstawa. Coś mnie jednak natchnęło i spontanicznie zaczęłam zrywać fioletową koniczynę i żółte kaczeńce do bagażnika Nastusiowego rowerka. Po czym szybko sprawdziłam o której godzinie idzie procesja w lokalnej parafii, wygrzebałam chyba jedyną bez bajkowych motywów sukienkę, przygotowałam koszyczek i posłałam Nastusię z jej Tatą na procesję. Sama niestety musiałam zostać z Antkiem, który zdecydowanie nie odnalazłby się w tym tłumie, no chyba że chodziłoby o demolkę. W każdym razie dostałam całą paletę wzruszających zdjęć i filmików, z których wybrałam kilka, by się nimi podzielić. Nastusia była przeszczęśliwa. Ja też. A kwiaty nazbierane pod stopy Jezusa stały się dla mnie wyrazem wdzięczności, miłości i (chociaż chwilowej) radości. Amen.