środa, 29 lipca 2026

Czekając na mniejsze zło

Kiedy czekasz na mniejsze zło,
szczęście odchodzi gdzieś w tło.
Zostaje tylko rachunek strat
i ciężar, co przygniata świat.

Cała uwaga skupia się na uniknięciu najgorszego -
nie wypatrujesz już niczego dobrego

Zostaje jedynie cicha nadzieja,
choć słabnie z każdym kolejnym dniem,
że to, co przyjdzie, mniej będzie bolało
niż najczarniejsza z możliwych scen.

Bo kiedy czekasz na mniejsze zło,
nie prosisz już o lepszy los.
Chcesz tylko przetrwać kolejny dzień
i nie dać złamać się w pył i cień.

 

 
Dziś Antoś rozpoczął nowy etap swojego życia – zamieszkał w specjalistycznym ośrodku. Z całego serca modlę się, by odnalazł tam spokój, bezpieczeństwo, troskę i życzliwość. By było to dla niego miejsce, w którym będzie czuł się dobrze.

Moje serce rozpadło się na tysiące kawałków. Ta decyzja była najtrudniejszą, jaką przyszło mi podjąć. Nie postąpiłam tak dlatego, że przestałam kochać. Przeciwnie – podjęłam ją, ponieważ obecnie nie jestem w stanie zapewnić Antosiowi tego, czego najbardziej potrzebuje.

Kościół wspomina dziś świętych: Martę, Marię i Łazarza. Ich dom w Betanii był miejscem gościnności, miłości i troski. Każde z rodzeństwa ukazuje inny wymiar opieki:
Marta – praktyczną służbę i odpowiedzialność za codzienne potrzeby.
Maria – uważność, wsłuchiwanie się i zawierzenie Bogu.
Łazarz – przypomina o kruchości ludzkiego życia i o nadziei, że Bóg jest obecny również w doświadczeniu cierpienia.

Miłość rodzica nie zawsze oznacza robienie wszystkiego samemu. Czasem oznacza uznanie własnych granic, dlatego dziś przechodzę z roli Marty, do postawy Marii...

Ludzkie opinie mnie nie obchodzą. Moim jedynym Sędzią jest Bóg. To przed Nim odpowiadam za swoje decyzje i tylko On zna cały ciężar, który niosłam i nadal niosę.




piątek, 17 lipca 2026

Cena widoczności

Na szybie robak - pędu się nie boi,
a obok ptasie pamiątki w spokoju.
Długo sumienie ważyło rację z zyskiem.
Owad patrzył litościwym "pyskiem".

Włączyłam wycieraczki.

Robak przegrał z czystą szybą.

Czysta jest szyba,
Sumienie - nie, chyba...

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Między różami

Sorbet truskawkowy, smak lekki i różowy,
kawa zbożowa — jak dawna, domowa...
W powietrzu róże i zapowiedź zmiany pogody,
wieczór przynosi oddech, zabiera niewygody.

Dusza się śmieje, a nad dachami
cichy wiatr płynie między domami.
Dziecięca radość — u Nastki i u mnie,
lato na chwilę zatrzymało się dumnie...

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Litania Do Przemijania

O cellulicie, co pokrywasz nogi skrycie.
O pajączki, co niosą bolączki.
O wrośnięte włoski, depilacji troski.
O haluksy, stóp pokrętne look'sy.
O siniaki, codzienności znaki.
O boczki, talii otoczki.
O lwie zmarszczki, życia kronikarki.
O cienie na oku, po kolejnym nieprzespanym roku. 
O siwiejące włosy, lat przeżytych głosy.

Lustro prawdę tę wyjawia, 
Że czas wszystko bierze, niczego nie zostawia.



piątek, 19 czerwca 2026

Pół Żartem Pół Serio

Wyszłam wczoraj na chwilę do samochodu w domowych krótkich szorcikach i zobaczyłam swoje nogi w windowym lustrze. Zainspirowana widokiem poczyniłam następującą fraszkę:


PÓŁ ŻARTEM PÓŁ SERIO

Do błędu przyznam się bez trwogi,
lecz zmarszczce stawiam wciąż wymogi.
Kolagen cichcem się wyprowadza,
a czas kolejne kreski zdradza.

Błędy można nazwać, zrozumieć, a czasem naprawić...
Walkę z czasem lepiej zostawić.
Żadne kremy, diety, ni wyrzeczenia tego nie zatrzymają,
Nawet ci najwytrwalsi w końcu przegrywają.

Czas zostawia na ciele mapę przebytych lat.
Tak już skonstruowany jest ten świat.
Życie nie pyta czy jestem gotowa.
Na to, by nie być wiecznie młoda.

Droga do doskonałości już za mną.
Teraz czas na drogę do zgody...
Skoro nie cofnę ni trochę metryczki,
Nie będę z czasem toczyć już potyczki.


sobota, 13 czerwca 2026

Potyczki Anorektyczki

Wyglądam jak połowa jej synowej. Tymi słowami rzuciła wczoraj lekko, jakby podawała prognozę pogody. Nie chciała uderzyć. Chciała tylko namalować słowami tamtą drugą, jej filigranowość i drobne kości. Doba minęła, a w uszach wciąż dzwoni… Echo uderza w stare, niewidoczne rany. Nie wie, co przeszłam jako nastolatka. Nie zna mroku anoreksji, kompulsywnego objadania się, a potem tej fasadowej, bolesnej doskonałości: ortoreksji i bigoreksji. Moje ciało stało się wtedy polem bitwy… Dziś funkcjonuję normalnie – tak mówię światu – ale skrzywiony obraz siebie pozostał na zawsze. Jakby rysa na szkle.

Ostatnio nieznacznie przytyłam. Nieznacznie dla kogoś z boku. Dla mnie każdy kilogram jest znaczny. Waży więcej niż tonę. I właśnie w takim momencie słyszę, że ktoś wygląda jak połowa mnie, co tylko potęguje walkę z obrzydzeniem do siebie. Ona nie wie, ile mnie to kosztuje, ile sobie odmawiam i jak trenuję w warunkach, w których każdy inny uniósłby ręce w geście kapitulacji. Dziś, gdy ćwiczyłam, mój autystyczny syn dla zabawy mnie podrapał. Jutro koncert z orkiestrą. Spodnie już nie leżą jak trzeba, a dekolt z czerwoną pręgą trzeba skryć przed okiem sędziego.

Ale wyjdę tam. Będę wyglądać pięknie. Jak zawsze. Nałożę na twarz najjaśniejszy uśmiech, wezmę głęboki oddech i zacznę błyszczeć. Bo show must go on. Kurtyna w górę.



piątek, 12 czerwca 2026

W moim wnętrzu

W moim wnętrzu smutek i pustka,
Spacer – szczęście... podła oszustka...
W powietrzu pachnie akacjami,
Gdy Nastka tańczy z fontannami.
I znów powzięłam tę nadzieję,
Że może jednak...
BEZTROSKO się zaśmieję.