O cellulicie, co pokrywasz nogi skrycie.O pajączki, co niosą bolączki.O wrośnięte włoski, depilacji troski.O haluksy, stóp pokrętne look'sy.O siniaki, codzienności znaki.O boczki, talii otoczki.O lwie zmarszczki, życia kronikarki.O cienie na oku, po kolejnym nieprzespanym roku.O siwiejące włosy, lat przeżytych głosy.Lustro prawdę tę wyjawia,Że czas wszystko bierze, niczego nie zostawia.
Na świeczniku
one person is other person light
poniedziałek, 22 czerwca 2026
Litania Do Przemijania
piątek, 19 czerwca 2026
Pół Żartem Pół Serio
sobota, 13 czerwca 2026
Potyczki Anorektyczki
piątek, 12 czerwca 2026
W moim wnętrzu
poniedziałek, 8 czerwca 2026
Osiedlowe reminiscencje
czwartek, 4 czerwca 2026
Nastusiowe Boże Ciało
Ostatnio nie jest mi po drodze do kościoła. Zgubiłam też sensu zrywania kwiatów i robienia z nich "dywaniku", po którym kroczy procesja. Aż dziwne, że mówi to teolog. Cóż... Absolut sam wybrał mi życie z nosem przy ziemi w miejsce upragnionego doktoratu z filozofii. Wracając jednak do kwiatków... Pamiętam z jaką ekscytacją wiązało się sypanie ów, gdy byłam dziewczynką. Nie planowałam jednak nic dla Nastki. Jedyne, o czym myślałam, to co na obiad i jak przetrwam te wolne od żłobka i szkoły dni. O poranku wyruszyliśmy na spacer. Ruch, to u nas podstawa. Coś mnie jednak natchnęło i spontanicznie zaczęłam zrywać fioletową koniczynę i żółte kaczeńce do bagażnika Nastusiowego rowerka. Po czym szybko sprawdziłam o której godzinie idzie procesja w lokalnej parafii, wygrzebałam chyba jedyną bez bajkowych motywów sukienkę, przygotowałam koszyczek i posłałam Nastusię z jej Tatą na procesję. Sama niestety musiałam zostać z Antkiem, który zdecydowanie nie odnalazłby się w tym tłumie, no chyba że chodziłoby o demolkę. W każdym razie dostałam całą paletę wzruszających zdjęć i filmików, z których wybrałam kilka, by się nimi podzielić. Nastusia była przeszczęśliwa. Ja też. A kwiaty nazbierane pod stopy Jezusa stały się dla mnie wyrazem wdzięczności, miłości i (chociaż chwilowej) radości. Amen.
poniedziałek, 27 kwietnia 2026
Kolejne okienko na świat zamknęło się
Coś się kończy, coś się zaczyna, mówią. A co jeśli tylko uparcie się kończy, a nowego nie widać?
Dziś, po prawie 4 latach, zakończyliśmy zajęcia Hipoterapii z Antosiem. Nie dlatego, że jest tak dobrze; że już ich nie potrzebuje. Wręcz przeciwnie. Jest aż tak źle (autoagresja, agresja wobec Terapeutek, a także wobec konia). Łzy płynęły po moich policzkach, kiedy obserwowałam starania Pań prowadzących zajęcia, a jednocześnie sama czułam się taka bezradna. I na swój sposób pogodzona. Czas się poddać.

