Z domu rodzinnego wyniosłam pewną lekcję - rzeczy pozbywaj się tylko w ostateczności. Zasada ta dotyczy głównie ubrań, które przecież na pewno jeszcze się kiedyś przydadzą. Wszak moda lubi zataczać koła. Toteż prócz ciuchów aktualnie używanych, w tapczanie przechowywane są odzienia na później. Dawniej w mieszkaniach było więcej mebli. Dziś zapanowała moda na tzw. wolne kąty. W salonie poza plazmą na ścianie, stołem, czymś do siedzenia, względnie samotną komódką - sprzętów nie uświadczysz. Na ogół jedna szafa z garderobą w zupełności wystarczy. Serio? Jedna szafa na moje łachy? Wróć! Na łachy wszystkich domowników ...o zgrozo! To kompletnie nie w moim stylu. Tyle w temacie konfekcji.
Na świeczniku
one person is other person light
piątek, 30 stycznia 2026
Tylko kozy brak
Z domu rodzinnego wyniosłam pewną lekcję - rzeczy pozbywaj się tylko w ostateczności. Zasada ta dotyczy głównie ubrań, które przecież na pewno jeszcze się kiedyś przydadzą. Wszak moda lubi zataczać koła. Toteż prócz ciuchów aktualnie używanych, w tapczanie przechowywane są odzienia na później. Dawniej w mieszkaniach było więcej mebli. Dziś zapanowała moda na tzw. wolne kąty. W salonie poza plazmą na ścianie, stołem, czymś do siedzenia, względnie samotną komódką - sprzętów nie uświadczysz. Na ogół jedna szafa z garderobą w zupełności wystarczy. Serio? Jedna szafa na moje łachy? Wróć! Na łachy wszystkich domowników ...o zgrozo! To kompletnie nie w moim stylu. Tyle w temacie konfekcji.
czwartek, 29 stycznia 2026
Wspomnienia z Kubusiem Puchatkiem w tle
sobota, 29 listopada 2025
Na rozdrożu: wybór mniejszego zła...
Przeczytałam
ostatnio, że autyzm bywa lukrowany, że odmawia mu się miana „choroby” na rzecz „neuroróżnorodności”.
Tak. Jako Matka Autysty, uważam zarzut za słuszny. Być może chodzi o to, że
zachowania autystyczne mogą mieć różne nasilenie. U mojego Syna jednak problem
jest tak szeroki, jak i głęboki. Całkowity brak komunikacji werbalnej i
problemy z niewerbalną, ADHD, zaburzenia integracji sensorycznej, stereotypie,
echolalia, sztywne schematy, nietypowe reakcje na bodźce itd. itd...
Przekładając na codzienność m. in. nieustanna aktywność oraz wprawianie w ruch
różnych przedmiotów (np. rzucanie szklankami), wstawanie w nocy, ciekawość co
do substancji chemicznych (zjadanie kosmetyków czy świeczek), wrzask, płacz,
nadwrażliwość słuchowa (w domu nie można kaszleć, rozmawiać przez telefon ani
śpiewać – moja Córka skończyła dwa lata, a ja nie śpiewam jej kołysanek czy
innych przedszkolnych piosenek, których znam całą paletę, bo powoduje to
histerię Antka), twarde wzorce (jeden kierunek, jedna trasa etc.), bicie, ciągnięcie
za włosy... To nie jest agresja intencjonalna, ot, sensoryczna ciekawość. Lecz
takim sposobem strach wyjść z Antkiem. Nigdy bowiem nie wiadomo czy nie rzuci
się na obcą osobę, bo ta ma bujne loki czy ciekawe kolczyki. Albo nagle zaczyna
krzyczeć. Krzyk jest tak przeraźliwy, że słychać nas w promieniu kilometra, w
dodatku niczym nie można go ukoić.
Już dawno minęły
czasy małego, słodkiego, zagubionego w świecie Chłopczyka. Czasy, gdy
próbowałam się w Niego wczuć i coś zrozumieć. Poddałam się. Mój Syn jest jak
dzikie zwierzę. W dodatku waży już prawie tyle, co ja. Leki i terapie nie
nadążają. Poddałam się. Opadłam z sił. Do tego stopnia, że zachorowałam na
depresję. Tak. Basia kochająca i kochana, występująca na scenie, z piękną
sylwetką i długimi, lśniącymi włosami ma dni, kiedy nie jest w stanie podnieść
się z łóżka; kiedy wprawdzie wykonuje wszystko wokół siebie i dzieci, ale robi
to jak automat, byle do wieczora. Akademia Muzyczna nauczyła mnie aktorstwa na
scenie. Niczym klaun ze słynnej piosenki „Show must go on” przyklejam do twarzy
uśmiech, sypię dowcipami i zbieram oklaski. A potem, jak Kopciuszek, wracam do
swojej codzienności. Codzienności, w której trzęsę się na myśl o kolejnym dniu.
Jedną nogą
znalazłam się po drugiej stronie barierki balkonowej na siódmym piętrze, na
którym mieszkam. Chciałam odejść i zabrać ze sobą Antka. Coś jednak we mnie na
to nie pozwalało. Jakieś wewnętrzne pragnienie bycia i życia. Pragnienie
towarzyszenia Nastce, pragnienie spacerów z Kostkiem, czytania książek z Bratem
Julkiem i oglądania Ojca Mateusza z Mamą. Te prozaiczne tęsknoty ocaliły mnie.
Ale nie tylko to. Terapia, leki, wsparcie bliskich ...i decyzja, której nie
życzę żadnemu Rodzicowi, najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Postanowiłam
powierzyć swoje Dziecko Ośrodkowi, który – mam nadzieję – stanie się dla Niego
nowym Domem. Nie porzucam swojego Dziecka, nie odwracam się od Niego. Ratuję
siebie i Jego.
Nie ma dnia, bym nie płakała z powodu tej decyzji, ale wiem, że jest słuszna. Powoli kończę stronę formalną (Sąd, zaświadczenia lekarskie, opinie etc.) i czekamy na dzień, który jeszcze nie wiem co dokładnie przyniesie. Pęknie mi serce. W pewnym sensie już pękło. Piszę o tym, bo świat powinien wiedzieć jak wygląda życie z Autystą, a depresja, to nie tylko smutna buzia i tłuste włosy. A przede wszystkim – to nie wstyd.
czwartek, 30 czerwca 2022
Przemijanie w kolorze chabrów
Dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego profesora od fletu. Jaki był Adam Łazarewicz? Zdecydowanie nie prowadził mnie za rękę, nie narzucał swojego zdania, ani jedynej "właściwej" interpretacji utworu, pozostawiając mi sporo przestrzeni do własnych poszukiwań. Niekiedy brakowało mi jego kierownictwa, z czasem jednak zauważyłam, że mogę uzyskać odpowiedź na każde zagadnienie, lecz najpierw muszę zadać pytanie. Inicjatywa bowiem musiała wychodzić ode mnie. W gruncie rzeczy czy nie na tym właśnie polega bycie inspiracją? Na wzniecaniu głodu odkrywania, motywowaniu do wyciągania wniosków i pozwalaniu na stawanie się lepszym?
niedziela, 27 lutego 2022
Magiczny domek
Jeżeli
porcelana to wyłącznie taka
Stanisław
Barańczak
Jeżeli
porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat
Kto ci
powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?
* * * * *
Sporo mówi się ostatnio o konieczności rozmawiania z dziećmi na temat wojny. Pamiętam, że jako dziecko bardzo bałam się konfliktów zbrojnych i kataklizmów. A także ciemności i ciasnych przestrzeni, ale zdecydowanie najbardziej inwazji militarnych. Syn mojej przyjaciółki ma podobnie. Szczególnie poruszają go skutki bombardowania. Któregoś razu zaskoczył swoją mamę pytaniem:
- Czy bomba rozwaliłaby sklep?
- Tak, synku.
- A czy bomba rozwaliłaby
przedszkole?
- Tak, synku.
- A nasz domek, czy nasz domek
też by rozwaliła?
- Tak, synku, nasz domek też…
Wtedy chłopiec wymyślił, że
zbuduje magiczny dom, który może się przemieszczać i którego żadne bomby nie
zniszczą. W razie wojny schroni się tam wraz z bliskimi.
Zadziałał naturalny mechanizm
obronny, strategia umysłu, który musi stworzyć sobie skrawek bezpiecznej
przestrzeni, by przetrwać. Problem nie znika, ale rzeczywistość zostaje
zniekształcona, co pomaga oswoić się z jakąś jej cząstką. Tego typu mechanizmy
obronne nie są wyłącznie domeną dzieci. My, dorośli, też lubimy mieć jakiś
awaryjny bufor, nawet jeśli jest on tylko pozorny, czego niejednokrotnie
jesteśmy całkiem świadomi. Zastanawiam się czy wiara w Boga i życie pozagrobowe
nie jest jakąś jego formą. Perspektywa ponownego spotkania pomaga zaakceptować
rozłąkę. Dzięki przekonaniu o nieśmiertelnej duszy rozstanie staje się pożegnaniem tylko „do czasu”…
Mój zamknięty w swoim wnętrzu
syn na swój sposób wolny jest od otaczającej go rzeczywistości. Dla przykładu –
nie porównuje się z innymi dziećmi, nie analizuje w co są ubrane, jakie mają
zabawki, ile zarabiają ich rodzice. Nie potrafi myśleć abstrakcyjnie, liczy się
dla niego tylko tu i teraz, co
paradoksalnie niejednokrotnie go chroni. Nie porozumiewa się werbalnie, a jego
rozumienie mowy ogranicza się do stale powtarzalnych komunikatów, jak zgaś
światło, ściągnij buty, podaj… Wojna,
to pojęcie obce i nieznane mu. Zauważyłam jednak, że nie zawsze musi znać słowa,
by rozpoznać nastrój jaki dany termin ze sobą niesie. Niczym gąbka chłonie moje
emocje, mój lęk. Nieświadomy przyczyny i skutków, nasiąka atmosferą
okoliczności. Minionej nocy obudził się, przybiegł do mnie i wtulił tak mocno jak
nigdy. Zdawał się być przerażony. Nie wie co to jest wojna, kto to jest Putin,
gdzie leży Ukraina (że w ogóle coś takiego jak „państwo” istnieje), ale wyczuwa,
że ma powód do strachu. Nałykał się go ode mnie. Szkoda, że nie mogę go
uspokoić słowami, tych bowiem nie przyswaja, a żeby przekazać mu spokój emocjami
najpierw sama muszę go odzyskać. Tylko jak…
Mam pewną Koleżankę, z którą
nagminnie obiecujemy sobie to, co niemożliwe – że wszystko będzie dobrze.
Składanie takich deklaracji jest oczywistym absurdem, niepodobna bowiem robić
nadzieję na coś, co absolutnie wymyka się spod naszego wpływu, jak choćby zdrowie,
pokój i ład na świecie, książę z bajki, wieczna młodość, nieśmiertelność
ukochanych osób itd. Skądinąd, z lubością to czynimy, czerpiąc wzajemną
satysfakcję z iluzorycznego mamidła.
Jednak tym razem, w obliczu
bestialskich działań Putina i jego dalszych gróźb, hipnotyzowanie się myślą, że
wszystko będzie dobrze, nie działa. Jestem nad wyraz oporna na to iście
życzeniowe pozytywne myślenie. Wybacz mi „partnerko od umysłowego laudanum”.
Czyżbym „wydoroślała”? Jeśli na tym polega dorosłość, ogłaszam wszem i wobec,
że w takim razie nie chcę być dorosła! Chcę zbudować magiczny domek, schować
się w nim ze wszystkimi, których kocham i przenieść się tam, gdzie nie będzie
wojny.
czwartek, 24 lutego 2022
Jutro słońce wzejdzie i tak…
24 II 2022
Tego dnia obudziłam się jeszcze przed świtaniem, wcześniej
nawet niż mój mały ranny ptaszek. Spojrzałam w telefon. Było tuż po czwartej.
Planowałam jeszcze na chwilę przysnąć, komunikat aplikacji newsowej zadziałał
jednak mocniej niż zimny prysznic. Rosja zaatakowała Ukrainę. Ta
informacja zdominowała mój umysł, destabilizując na resztę dnia. Jak odtąd będzie
wyglądać nasze życie? Czy nie znajdziemy się na celowniku jako następni?
Wiedza jest ograniczona. Wyobraźnia – przeciwnie. Jej oczami już widziałam nas
uciekających z całym dobytkiem w walizkach. Spojrzałam na swoje piękne, białe
pianino. Przepadnie, podobnie jak reszta planów na przyszłość. Cofnęłam się do
początków pandemii. Przypomniałam sobie puste półki i skwitowanie mojego
pytania o ulubione chrupki Antka stwierdzeniem, że to nie jest produkt
pierwszej potrzeby, toteż nie będą go zamawiać. Na nic zda się makaron. Autystyczna wybiórczość
pokarmowa silniejsza jest nawet od głodu. Zresztą. Rosja raczej nie zdecyduje
się na takie poszerzenie działań militarnych. Fantazja nadto mnie poniosła.
Lecz czy na Ukrainie nie ma takich „Antosiów”, jak mój... i z pewnością nie
jedno marzenie nie zmieści się do walizki.
Przede mną jeden z kilku dni w roku, kiedy nie liczę
kalorii, folgując sobie żywieniowo do woli, do pobliskiej cukierni udałam się
jednak jakoś bez entuzjazmu. Mam pieścić swoje podniebienie, podczas gdy tuż za
granicą moja abstrakcja znaczy czyjąś rzeczywistość?
Pozostaje modlić się o pokój. Tylko jak, gdy wiary brak; gdy
ta zdaje się być absurdem. O co zresztą miałabym się modlić? Czy ingerencja
Boga nie stoi w sprzeczności z wolnością daną człowiekowi? Irracjonalnym
byłoby oczekiwać, że Bóg złapie Putina za rękę. Hitlera też nie
powstrzymał. Nie taka zresztą Jego rola. Nie traktuje nas jak dzieci
do komenderowania, ale jak dorosłych, a dorosłość ma swoje prawa.
Odpowiedzialność, konsekwencje wyborów własnych ...i cudzych...
Kiedy odbierałam Syna ze szkoły, poczułam powiew wiosny.
Ludzkie dramaty jej nie dotyczyły. Ptaki ćwierkały niosąc nadzieję na przekór
wydarzeniom poranka. Tak... Słońce wschodzi, gdy matki tracą dzieci,
gdy mężczyźni tracą żony, gdy kraje pustoszy wojna (…) Nawet jeśli jesteśmy
absolutnie przekonani, że to koniec świata, nazajutrz słońce wzejdzie i tak (Taylor
Jenkins Reid, Rozstańmy się na rok).
Zaledwie dwa lata wcześniej, tuż przed tym jak świat stanął
na głowie z powodu koronawirusa, mój „tłusty czwartek” wyglądał całkiem
beztrosko...
20 II 2020
Osiedlowy sklep Biedronka, godz. 9. Ustawiam się w długiej
kolejce. Tuż za mną lokuje się starsza Pani. Wścibsko zagląda na dno mojego
koszyka i zdziwiona, że zamiast pączków szarpnęłam się w lutym na truskawki,
konstatuje, że sama ma 3 chłopów w domu, czym za pewne chciała usprawiedliwić
się przede mną (lub przed samą sobą) z 3 toreb tłustych oponek. Nagle, ni z
gruszki ni z pietruszki, proponuje, że zaśpiewa mi piosenkę (melodia znana,
tekst własny). Pozostali klienci obserwują ten teatrzyk zszokowani nie tylko
odważną Panią, ale - może nawet bardziej - mną, tak żywo zainteresowaną.
Przyznaję - wykonanie perfekcyjnie czyste! Przechodzimy na temat psów, a
nastepnie ..kanarka, którego straciła 10 miesięcy temu. W międzyczasie moje
zakupy zostają podsumowane i mogę odejść. Z jakiegoś powodu jednak tego nie
robię. Starsza Pani patrzy zdziwiona, że wciąż stoję, ja zaś ze spokojem i
absolutną powagą oświadczam, że przecież nie skończyła opowiadać mi o kanarku.
I tak rozmawiamy jeszcze pół godziny przed sklepem. Też jest muzykiem i też ma
niepełnosprawnego syna, jej matka popełniła samobójstwo, jej mąż odciął nogę
ich kanarkowi, ona sama jest morsem. Opowiada mi jak w młodości dawała prywatne
lekcje muzyki, a z dziurawego dachu kapała woda na uczniów, ile zaoszczędził
jej syn i jakich długów narobił drugi..
Miałam zaplanowany dzień co do minuty. Zakupy, granie, ogarnięcie mieszkania dla odwiedzających mnie dzisiejszego dnia, jak również sączenie kawy i delektowanie się w spokoju śniadaniem.. ale niech tam! Mój syn uczy mnie, że świat, to coś więcej niż cienka strużka przede mną; więcej niż tylko moje sprawy. Jego droga do przedszkola nie jest zwykłą drogą. Zadziera głowę mocno do góry i patrząc w niebo gna na oślep przed siebie; radośnie kręci się wokół własnej osi lub po prostu idzie tyłem; chodzi po krawężniku, czasem z niego spada, co niezmiernie go bawi; dotyka każdej rośliny, bada ich faktury; śmieje się do siebie - z niczego konkretnego, po prostu cieszy się byciem, przestrzenią, wolnością. Czasem zastyga w bezruchu, po czym rozpędza się, niczym liść wprawiony w ruch podmuchem wiatru. Bywa, że w tym wszystkim obiję się o jakiegoś człowieka, który nawet tego nie zauważy, gdyż jego świat, to owa cienka strużka przed nim - nie rozgląda się na boki; do pracy, do sklepu, do domu..
Wykonałam wszystko, co zaplanowałam. I Ty też wszędzie zdążysz. Paradoksalnie właśnie wtedy, gdy się zatrzymasz..
24 II 2022
A jutro słońce wzejdzie i tak…

