Ostatnio nie jest mi po drodze do kościoła. Zgubiłam też sensu zrywania kwiatów i robienia z nich "dywaniku", po którym kroczy procesja. Aż dziwne, że mówi to teolog. Cóż... Absolut sam wybrał mi życie z nosem przy ziemi w miejsce upragnionego doktoratu z filozofii. Wracając jednak do kwiatków... Pamiętam z jaką ekscytacją wiązało się sypanie ów, gdy byłam dziewczynką. Nie planowałam jednak nic dla Nastki. Jedyne, o czym myślałam, to co na obiad i jak przetrwam te wolne od żłobka i szkoły dni. O poranku wyruszyliśmy na spacer. Ruch, to u nas podstawa. Coś mnie jednak natchnęło i spontanicznie zaczęłam zrywać fioletową koniczynę i żółte kaczeńce do bagażnika Nastusiowego rowerka. Po czym szybko sprawdziłam o której godzinie idzie procesja w lokalnej parafii, wygrzebałam chyba jedyną bez bajkowych motywów sukienkę, przygotowałam koszyczek i posłałam Nastusię z jej Tatą na procesję. Sama niestety musiałam zostać z Antkiem, który zdecydowanie nie odnalazłby się w tym tłumie, no chyba że chodziłoby o demolkę. W każdym razie dostałam całą paletę wzruszających zdjęć i filmików, z których wybrałam kilka, by się nimi podzielić. Nastusia była przeszczęśliwa. Ja też. A kwiaty nazbierane pod stopy Jezusa stały się dla mnie wyrazem wdzięczności, miłości i (chociaż chwilowej) radości. Amen.
Na świeczniku
one person is other person light
czwartek, 4 czerwca 2026
poniedziałek, 27 kwietnia 2026
Kolejne okienko na świat zamknęło się
Coś się kończy, coś się zaczyna, mówią. A co jeśli tylko uparcie się kończy, a nowego nie widać?
Dziś, po prawie 4 latach, zakończyliśmy zajęcia Hipoterapii z Antosiem. Nie dlatego, że jest tak dobrze; że już ich nie potrzebuje. Wręcz przeciwnie. Jest aż tak źle (autoagresja, agresja wobec Terapeutek, a także wobec konia). Łzy płynęły po moich policzkach, kiedy obserwowałam starania Pań prowadzących zajęcia, a jednocześnie sama czułam się taka bezradna. I na swój sposób pogodzona. Czas się poddać.
niedziela, 1 marca 2026
Smutek w masce sukcesu
piątek, 30 stycznia 2026
Tylko kozy brak
Z domu rodzinnego wyniosłam pewną lekcję - rzeczy pozbywaj się tylko w ostateczności. Zasada ta dotyczy głównie ubrań, które przecież na pewno jeszcze się kiedyś przydadzą. Wszak moda lubi zataczać koła. Toteż prócz ciuchów aktualnie używanych, w tapczanie przechowywane są odzienia na później. Dawniej w mieszkaniach było więcej mebli. Dziś zapanowała moda na tzw. wolne kąty. W salonie poza plazmą na ścianie, stołem, czymś do siedzenia, względnie samotną komódką - sprzętów nie uświadczysz. Na ogół jedna szafa z garderobą w zupełności wystarczy. Serio? Jedna szafa na moje łachy? Wróć! Na łachy wszystkich domowników ...o zgrozo! To kompletnie nie w moim stylu. Tyle w temacie konfekcji.
czwartek, 29 stycznia 2026
Wspomnienia z Kubusiem Puchatkiem w tle
sobota, 29 listopada 2025
Na rozdrożu: wybór mniejszego zła...
Przeczytałam
ostatnio, że autyzm bywa lukrowany, że odmawia mu się miana „choroby” na rzecz „neuroróżnorodności”.
Tak. Jako Matka Autysty, uważam zarzut za słuszny. Być może chodzi o to, że
zachowania autystyczne mogą mieć różne nasilenie. U mojego Syna jednak problem
jest tak szeroki, jak i głęboki. Całkowity brak komunikacji werbalnej i
problemy z niewerbalną, ADHD, zaburzenia integracji sensorycznej, stereotypie,
echolalia, sztywne schematy, nietypowe reakcje na bodźce itd. itd...
Przekładając na codzienność m. in. nieustanna aktywność oraz wprawianie w ruch
różnych przedmiotów (np. rzucanie szklankami), wstawanie w nocy, ciekawość co
do substancji chemicznych (zjadanie kosmetyków czy świeczek), wrzask, płacz,
nadwrażliwość słuchowa (w domu nie można kaszleć, rozmawiać przez telefon ani
śpiewać – moja Córka skończyła dwa lata, a ja nie śpiewam jej kołysanek czy
innych przedszkolnych piosenek, których znam całą paletę, bo powoduje to
histerię Antka), twarde wzorce (jeden kierunek, jedna trasa etc.), bicie, ciągnięcie
za włosy... To nie jest agresja intencjonalna, ot, sensoryczna ciekawość. Lecz
takim sposobem strach wyjść z Antkiem. Nigdy bowiem nie wiadomo czy nie rzuci
się na obcą osobę, bo ta ma bujne loki czy ciekawe kolczyki. Albo nagle zaczyna
krzyczeć. Krzyk jest tak przeraźliwy, że słychać nas w promieniu kilometra, w
dodatku niczym nie można go ukoić.
Już dawno minęły
czasy małego, słodkiego, zagubionego w świecie Chłopczyka. Czasy, gdy
próbowałam się w Niego wczuć i coś zrozumieć. Poddałam się. Mój Syn jest jak
dzikie zwierzę. W dodatku waży już prawie tyle, co ja. Leki i terapie nie
nadążają. Poddałam się. Opadłam z sił. Do tego stopnia, że zachorowałam na
depresję. Tak. Basia kochająca i kochana, występująca na scenie, z piękną
sylwetką i długimi, lśniącymi włosami ma dni, kiedy nie jest w stanie podnieść
się z łóżka; kiedy wprawdzie wykonuje wszystko wokół siebie i dzieci, ale robi
to jak automat, byle do wieczora. Akademia Muzyczna nauczyła mnie aktorstwa na
scenie. Niczym klaun ze słynnej piosenki „Show must go on” przyklejam do twarzy
uśmiech, sypię dowcipami i zbieram oklaski. A potem, jak Kopciuszek, wracam do
swojej codzienności. Codzienności, w której trzęsę się na myśl o kolejnym dniu.
Jedną nogą
znalazłam się po drugiej stronie barierki balkonowej na siódmym piętrze, na
którym mieszkam. Chciałam odejść i zabrać ze sobą Antka. Coś jednak we mnie na
to nie pozwalało. Jakieś wewnętrzne pragnienie bycia i życia. Pragnienie
towarzyszenia Nastce, pragnienie spacerów z Kostkiem, czytania książek z Bratem
Julkiem i oglądania Ojca Mateusza z Mamą. Te prozaiczne tęsknoty ocaliły mnie.
Ale nie tylko to. Terapia, leki, wsparcie bliskich ...i decyzja, której nie
życzę żadnemu Rodzicowi, najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Postanowiłam
powierzyć swoje Dziecko Ośrodkowi, który – mam nadzieję – stanie się dla Niego
nowym Domem. Nie porzucam swojego Dziecka, nie odwracam się od Niego. Ratuję
siebie i Jego.
Nie ma dnia, bym nie płakała z powodu tej decyzji, ale wiem, że jest słuszna. Powoli kończę stronę formalną (Sąd, zaświadczenia lekarskie, opinie etc.) i czekamy na dzień, który jeszcze nie wiem co dokładnie przyniesie. Pęknie mi serce. W pewnym sensie już pękło. Piszę o tym, bo świat powinien wiedzieć jak wygląda życie z Autystą, a depresja, to nie tylko smutna buzia i tłuste włosy. A przede wszystkim – to nie wstyd.
czwartek, 30 czerwca 2022
Przemijanie w kolorze chabrów
Dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego profesora od fletu. Jaki był Adam Łazarewicz? Zdecydowanie nie prowadził mnie za rękę, nie narzucał swojego zdania, ani jedynej "właściwej" interpretacji utworu, pozostawiając mi sporo przestrzeni do własnych poszukiwań. Niekiedy brakowało mi jego kierownictwa, z czasem jednak zauważyłam, że mogę uzyskać odpowiedź na każde zagadnienie, lecz najpierw muszę zadać pytanie. Inicjatywa bowiem musiała wychodzić ode mnie. W gruncie rzeczy czy nie na tym właśnie polega bycie inspiracją? Na wzniecaniu głodu odkrywania, motywowaniu do wyciągania wniosków i pozwalaniu na stawanie się lepszym?



