Średnio raz w roku odwiedzam swoje dziecięce osiedle, gdyż chodzę tutaj do stomatologa. Pamiętam, że jako mała dziewczynka, czułam się przytłoczona strzelistymi górami, wysokimi blokami, szeroko zabudowanymi połaciami i monstrualnymi wręcz schodami. Wspomniane schody były dosłownie wszędzie, a żeby dostać się do mojego wieżowca, trzeba ich było pokonać ponad 120. Nic się specjalnie na osiedlu nie zmieniło, nawet niektóre stopnie schodów wciąż są wyszczerbione, a jednak dziś kompleksy budynków wydają mi się jakoś bliżej siebie. Sklep spożywczy - "osiedlowa mekka", jak to sobie żartujemy z Mamą - jakiś taki zwyklejszy, przychodnia jakby skurczona, a wybudowana krótko po skończeniu przeze mnie podstawówki nowa szkoła, już nie tak przestronnie imponująca. Wszystko, dosłownie wszystko jakieś takie "mikro". Jedyne, co urosło - i to zdecydowanie - to ceny u stomatologa!!!
Zdjęcie przedstawia widok z mojego rodzinnego domu sprzed lat 😍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz