niedziela, 1 marca 2026

Smutek w masce sukcesu

Niedawno obchodzony był Światowy Dzień Walki z Depresją. Od kilku lat walczę z nią i ja. Jej głównym źródłem jest mój Syn i jego pogłębiająca się choroba. Walkę przegrałabym już dawno, gdyby nie wsparcie bliskich mi Osób; gdyby nie Kostek, który jako najbliższy mi dźwiga to brzemię niejako razem ze mną, gdyby nie Rodzina, zarówno ta z krwi, jak i ta z wyboru, czyli Przyjaciele; w końcu gdyby nie zwykli niezwykli Znajomi, którzy wiedzą z czym mierzę się każdego dnia i którzy również wspierają mnie swoją akceptacją, cierpliwością i zainteresowaniem. 

Akademia Muzyczna nauczyła mnie okazywania pewności siebie i rozluźnienia nawet wtedy, gdy jest się zestresowanym i napiętym, wchodzenia w rolę i odgrywania jej na najwyższym poziomie. I to jest ważne! Jeśli nie masz siły umyć sterty naczyń, to umyj jeden kubek. To daje grunt pod zdrowienie. Jednocześnie nie boję się okazywać słabości, dlatego głośno przyznaję, że można mieć talent, realizować swoje pasje, być otoczonym kochanymi i kochającymi ludźmi, a mimo to nadal chorować na depresję. Można zabawiać ludzi, a jednocześnie w środku nie czuć nic z zabawy. Można dbać o swoje ciało, choć nie wiedzieć po co...



                          

piątek, 30 stycznia 2026

Tylko kozy brak


W Tykocinie żył bardzo biedny Żyd o imieniu Icek. Wraz z żoną Salcią, czwórką dzieci i teściową, gnieździł się w maleńkiej izdebce. Ciasnota była nie do wytrzymania i w końcu Icek postanowił udać się po radę do rabina.
– Rebe, ja nie mogę już tak żyć, ty mi powiedz, co ja mam zrobić?
– Icek, ty idź na targ i kup sobie kozę!
– Ale Rebe, ja już teraz nie mogę wytrzymać tej ciasnoty. Jak ja będę żył, jeśli dojdzie jeszcze koza?
– Ty słuchaj dobrej rady mądrego rabina. Ty idź na targ i kup sobie kozę.
Icek poszedł na targ i kupił kozę. Po wprowadzeniu kozy do maleńkiej izdebki, zrobiło się jeszcze gorzej. Nie dość, że ciasnota doskwiera jeszcze bardziej, to koza cuchnie, wyżera każde jedzenie i załatwia się gdzie popadnie. Icek przetrzymał tydzień, po czym pobiegł do rabina po radę.
– Rebe, to już nie jest życie, to jedno wielkie pasmo cierpienia. Coś ty mi kazał zrobić! Ja już tego dłużej nie wytrzymam.
– Icek, ty idź na targ i sprzedaj kozę. Odczekaj kilka dni i przyjdź mi zdać relację.
Icek zrobił jak radził rabin, po czym ponownie udał się do niego.
– Icek! Sprzedałeś kozę? Jak ci się żyje?
– Sprzedałem Rebe i dzięki ci za twoją mądrą radę. Teraz to ja wiem, że żyję!

Z domu rodzinnego wyniosłam pewną lekcję - rzeczy pozbywaj się tylko w ostateczności. Zasada ta dotyczy głównie ubrań, które przecież na pewno jeszcze się kiedyś przydadzą. Wszak moda lubi zataczać koła. Toteż prócz ciuchów aktualnie używanych, w tapczanie przechowywane są odzienia na później. Dawniej w mieszkaniach było więcej mebli. Dziś zapanowała moda na tzw. wolne kąty. W salonie poza plazmą na ścianie, stołem, czymś do siedzenia, względnie samotną komódką - sprzętów nie uświadczysz. Na ogół jedna szafa z garderobą w zupełności wystarczy. Serio? Jedna szafa na moje łachy? Wróć! Na łachy wszystkich domowników ...o zgrozo! To kompletnie nie w moim stylu. Tyle w temacie konfekcji.

Wskazane jest ponadto zgromadzenie wyposażenia w postaci wszelkiego autoramentu pudełek, puzderek, pojemniczków. W jakim celu? Zabierając w podróż wszystkie pożądane kosmetyki przelewamy je do małych buteleczek, zyskując tym samym miejsce w kosmetyczce. Wersje mini-produktów można co prawda dostać dziś w każdej drogerii, osobiście jednak uważam to za wielkie cenowe "oszukaństwo"!

Akcesoria warte przechowywania, to także pudełka po lodach. Zawsze jest w czym zamrozić zupę lub inne danie. Do tego celu znakomicie nadadzą się również kupne pojemniki. Niemniej są sytuacje, w których wyższość okazują się mieć te wtórne. Wyobraźmy sobie, że mamy gości, którym bardzo zasmakowało nasze ciasto. I już mamy pojemniczek na wynos! Taki jednorazowy, co by później rok nie czekać na zwrot tego od kompletu.

Problem zaczyna się, gdy przestajemy kontrolować nasze zapasy i nie potrafimy nic wyrzucić. Gdy wydaje się nam, że absolutnie wszystko bez wyjątku trzeba skitrać. Wszak po to ktoś mądry wymyślił recykling. Co jakiś czas robię więc czystki w swoich zbiorach, co by nadmiernie nie zarosnąć. Czasem udaje mi się nawet pozbyć czegoś z przyodziewku! Znam jednak takich, dla których rozłąka z każdym zbędnym drobiazgiem zdaje się katorgą nie do przejścia. Ja natomiast po takim odgraceniu czuję się bohaterką Związku Radzieckiego i Chin Ludowych i zupełnie inaczej patrzę na swoje ciasne mieszkanko! Obawiam się tylko, że zyskana przestronność jest wyłącznie pozorna. Zupełnie jak w tym żydowskim kawale...

Z dedykacją dla mojej Mamy








czwartek, 29 stycznia 2026

Wspomnienia z Kubusiem Puchatkiem w tle

Jesteśmy z Nastką na etapie czytania Kubusia Puchatka. W tym momencie przypomina mi się jak mój Tata czytał mi i mojemu Rodzeństwu opowieści o tymże wiecznie głodnym Misiu. To wspomnienie ogrzewa mnie od środka. Tata zajmował mocno już wysiedziany fotel z prosto wyciągniętymi nogami, my zaś urządzaliśmy sobie z nich ślizgawkę. Jest to o tyle zabawne, że Tata był niskiego wzrostu, ale z perspektywy Dziecka wszystko może wydawać się wielkie. 

Taty już nie ma, ale wspomnienia wciąż żyją. I to jest piękne - że mogę do nich sięgać i wyciągać niczym zasuszony w książce kwiat. 

I mam takie dwie refleksje:
Kubuś Puchatek, to obok Muminków najmądrzejsza książka. Poza tym wydaje mi się, że w każdej z postaci rozpoznaję jakieś spektrum autyzmu. Nota bene Nastka, chyba najbardziej pogodne Dziecko na świecie, upodobała sobie depresyjnego Kłapouchego. Druga sprawa: chciałabym mieszkać w Stumilowym lesie, z Kubusiem Puchatkiem i jego Przyjaciółmi. Jeśli ktoś zadałby mi pytanie jak wyobrażam sobie niebo, to właśnie tak - jako Stumilowy las z jego Mieszkańcami!

Postanowiłam zapytać bliskiego mi Księdza, jak sądzi, czy jest szansa, że w niebie będzie jak w Stumilowym lesie - że przytulę się do misia i poskaczę z tygrysem? Bynajmniej, nie chcę tylko "wielbić Boga". To strasznie nudne. Wiem, że piszę jak dziecko, że moje wyobrażenia są dziecięce, nie nazwałabym ich jednak dziecinnymi. Zresztą, mieliśmy być jak niewinne dzieci, a te chcą się tulić do misia i skakać z tygrysem...

Ps. - A ty jak się masz? - spytał Puchatek.
- Nie bardzo się mam - odpowiedział Kłapouchy. - Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał.
Alan Alexander Milne, Kubuś Puchatek